poniedziałek, 23 lipca 2012

porządki w szafie

Jestem w trakcie porządków w szafie.

Dzielę ciuchy na te, w których:

1. mogę chodzić teraz
2. będę chodzić wraz z początkiem roku szkolnego (jeśli schudnę tyle, ile planuję)
3. nie będę już chodzić w ogóle

Tak sobię myślę, że jak schudnę z 10kg, to stworzę konto na Allegro i zacznę sprzedawać stare ciuchy. Po co mają mi zagracać szafę. Zawsze wpadnie parę groszy i będę miała pieniądze na coś nowego. Tak więc szykujcie się, że za jakiś czas będę pokazywać ciuchy, jak jakaś będzie chętna, to nie będę nawet ich wstawiać na aukcje i będę się mogła z którąś z dziewczyn dogadać. ;)


Co tam u Was? Bo u mnie świetnie. Super pogoda za oknem i od razu człowiekowi chce się żyć. 
Postanowiłam przez jakiś czas ściśle przestrzegać diety (normalnie czasami sobie na coś pozwalam). Tak o, depnąć trochę na gaz. Jestem blisko 90kg, a to jest troszkę niebezpieczna waga, bo przez długi okres taką miałam. Boję się, że waga mi stanie i nie będzie chciałą drgnąć, tak więc wprowadzamy dietę w 100%! Od dzisiaj wracam w końcu na ćwiczenia. Bardzo tęskniłam za codziennym, wieczornym aerobikiem, choreografiami i pilatesem. Ale wracam do gry, bo ojciec da mi pieniądze na karnet (w końcu ;) ). 


Moje śniadanko to jajecznica z szynką i szczypiorkiem, do tego 2 ogórki kiszone, dwa tosty z pełnoziarnistego chlebka i herbata. 




Wracam do sprzątania ubrań, wieczorkiem aerobik, może jeszcze jakiś spacerek po południu? 
Miłego dnia! :*

sobota, 21 lipca 2012

rowerowo!


13 km na rowerze zaliczone!
Wiem, że to strasznie mało, ale nie jeździłam na rowerze baaaardzo długo, kondycja słabiutka, dużo kg robi swoje. Jak dla mnie to całkiem ładny wynik! A każdy ruch jest dobry. Jeździłam sobie z bratem, zawsze fajniej w towarzystwie. Nieźle mnie dopingował, sportowiec jeden! Do tego trochę spacerku, rozgrzewka z Ewą Chodakowską (ostra laska, daje czadu). Tak więc całkiem sympatycznie. Wczoraj też było trochę ruchu. Oby coraz więcej. Od poniedziałku spowrotem wracam na aerobic i pilates, tata wytrzasnął mi trochę kasy na karnet. Chwała mu za to, bo już tęsknie za dziewczynami! Jest późno, ja zmęczona więc zwijam się do wyrka. Cześć! 

piątek, 20 lipca 2012

Cześć Wam wszystkim!

Postanowiłam założyć swojego bloga, ukierunkowanego na moje odchudzanie, by gdzieś wszystko dokładniej dokumentować. O swoim zeszycie nie zawsze pamiętam, a strony o odchudzaniu nie zawsze są wygodne do takiego swobodnego pisania. Tak więc i jestem. Dlaczego chcę to dokumentować? Dla innych? Nawet nie wiem, czy ktokolwiek będzie to czytał. Ale jeśli tak, to bardzo mi miło. Zawsze można mi zadać jakieś pytanie, bądź po prostu napisać na e-mail: fittersue@op.pl 
W miarę możliwości będę się starała odpisywać! 

Większość pomyśli sobie "odchudza się w tak młodym wieku, pewnie waży 50kg i widzi w odbiciu lustrzanym słonia, kolejna anorektyczka..." Otóż nie. Odchudzanie to dla mnie jedyne rozwiązanie do bycia zdrową i szczęśliwą, bo teraz napewno taka nie jestem. Swoją długą i krętą podróż z odchudzaniem zaczęłam tak naprawdę już w podstawówce, kiedy to zawsze odstawałam od reszty znajomych. Przypominałam bardziej kulkę, niż normalne, zdrowe dziecko. Niestety moje odchudzanie było kompletnie niezaplanowane, nie miałam żadnej wiedzy... Mama starała mi się pomóc, bo sama ma problemy z dużą nadwagą, ale czy takie małe dziecko jest w stanie wziąść na plecy taką odpowiedzialność jaką jest odchudzanie? Wątpie. Przynajmniej w moim przypadku to nie zadziałało. I tak niezdrowo chudłam 5 kg, tyłam 10kg. I tak w kółko. Były dwa momenty w moim życiu, w którym sporo schudłam. Pierwszy był na samym początku gimnazjum, kiedy wylądowałam w szpitalu i tam powiedzieli, że mam się odchudzać. Okej, schudłam parę kg. Nie pamiętam dokładnie ile.. Z 10 z tego co pamiętam. Ale wszystko wróciło. Drugi moment pod koniec gimnazjum. Przeszłam na dietę białkową, tzn. Dukana. W dwa miesiące zeszło mi 15kg i to praktycznie bez żadnych ćwiczeń, tylko wf w szkole i raz na ruski rok parę brzuszków. Byłam wniebowzięta. Potem się zaczęło. A tu coś podjem, a tu coś zjem, a tu się napiję. I takim to oto cudownym sposobem 15kg mi wróciło i ważyłam 90kg. Ale co tam, jedziemy dalej. Zmiana szkoły. Szkoła średnia... Jak to poważnie brzmi. Niestety pierwszy rok w moim wykonaniu był istną tragedią, bo więcej mnie w szkole nie było aniżeli było. Wpadłam w depresję, nie chciałam chodzić do szkoły, siedziałam cały czas w domu, z nikim nie wychodziłam... Były takie dni (bardzo dużo), że leżałam w łóżku, z zasłoniętymi roletami, w zamkniętym pokoju... I tak cały dzień! Nadmiernym jedzieniem i KOMPLETNYM BRAKIEM RUCHU (1 godzina wf raz na miesiąc) doprowadziłam się do tragicznego stanu. Przytyłam kolejne 15kg, a więc na liczniku miałam 105kg. Cud, że umiałam chodzić. Moje koleżanki ważyły połowę mnie. Dosłownie. Wkurzyłam się. "Albo teraz, albo nigdy!". I to jest właśnie początek najświeższej historii związanej z moim odchudzaniem, która nadal trwa i trwać będzie jeszcze długi czas. Opamiętałam się jakoś po nowym roku, 2012. Dzisiaj mamy 20 lipca 2012. Przez ten czas, pełen małym sukcesów i małych porażek udało mi się schudnąć 14kg. Na dzień dzisiejszy ważę 91kg. I walczę dalej. Będę walczyć, dopóki kompletnie bez wstydu nie założę czarnej mini. Dopóki nie będę się sobie podobać. 
To jest walka o moje zdrowie, szczęście i o MOJE ŻYCIE! :)