piątek, 20 lipca 2012

Cześć Wam wszystkim!

Postanowiłam założyć swojego bloga, ukierunkowanego na moje odchudzanie, by gdzieś wszystko dokładniej dokumentować. O swoim zeszycie nie zawsze pamiętam, a strony o odchudzaniu nie zawsze są wygodne do takiego swobodnego pisania. Tak więc i jestem. Dlaczego chcę to dokumentować? Dla innych? Nawet nie wiem, czy ktokolwiek będzie to czytał. Ale jeśli tak, to bardzo mi miło. Zawsze można mi zadać jakieś pytanie, bądź po prostu napisać na e-mail: fittersue@op.pl 
W miarę możliwości będę się starała odpisywać! 

Większość pomyśli sobie "odchudza się w tak młodym wieku, pewnie waży 50kg i widzi w odbiciu lustrzanym słonia, kolejna anorektyczka..." Otóż nie. Odchudzanie to dla mnie jedyne rozwiązanie do bycia zdrową i szczęśliwą, bo teraz napewno taka nie jestem. Swoją długą i krętą podróż z odchudzaniem zaczęłam tak naprawdę już w podstawówce, kiedy to zawsze odstawałam od reszty znajomych. Przypominałam bardziej kulkę, niż normalne, zdrowe dziecko. Niestety moje odchudzanie było kompletnie niezaplanowane, nie miałam żadnej wiedzy... Mama starała mi się pomóc, bo sama ma problemy z dużą nadwagą, ale czy takie małe dziecko jest w stanie wziąść na plecy taką odpowiedzialność jaką jest odchudzanie? Wątpie. Przynajmniej w moim przypadku to nie zadziałało. I tak niezdrowo chudłam 5 kg, tyłam 10kg. I tak w kółko. Były dwa momenty w moim życiu, w którym sporo schudłam. Pierwszy był na samym początku gimnazjum, kiedy wylądowałam w szpitalu i tam powiedzieli, że mam się odchudzać. Okej, schudłam parę kg. Nie pamiętam dokładnie ile.. Z 10 z tego co pamiętam. Ale wszystko wróciło. Drugi moment pod koniec gimnazjum. Przeszłam na dietę białkową, tzn. Dukana. W dwa miesiące zeszło mi 15kg i to praktycznie bez żadnych ćwiczeń, tylko wf w szkole i raz na ruski rok parę brzuszków. Byłam wniebowzięta. Potem się zaczęło. A tu coś podjem, a tu coś zjem, a tu się napiję. I takim to oto cudownym sposobem 15kg mi wróciło i ważyłam 90kg. Ale co tam, jedziemy dalej. Zmiana szkoły. Szkoła średnia... Jak to poważnie brzmi. Niestety pierwszy rok w moim wykonaniu był istną tragedią, bo więcej mnie w szkole nie było aniżeli było. Wpadłam w depresję, nie chciałam chodzić do szkoły, siedziałam cały czas w domu, z nikim nie wychodziłam... Były takie dni (bardzo dużo), że leżałam w łóżku, z zasłoniętymi roletami, w zamkniętym pokoju... I tak cały dzień! Nadmiernym jedzieniem i KOMPLETNYM BRAKIEM RUCHU (1 godzina wf raz na miesiąc) doprowadziłam się do tragicznego stanu. Przytyłam kolejne 15kg, a więc na liczniku miałam 105kg. Cud, że umiałam chodzić. Moje koleżanki ważyły połowę mnie. Dosłownie. Wkurzyłam się. "Albo teraz, albo nigdy!". I to jest właśnie początek najświeższej historii związanej z moim odchudzaniem, która nadal trwa i trwać będzie jeszcze długi czas. Opamiętałam się jakoś po nowym roku, 2012. Dzisiaj mamy 20 lipca 2012. Przez ten czas, pełen małym sukcesów i małych porażek udało mi się schudnąć 14kg. Na dzień dzisiejszy ważę 91kg. I walczę dalej. Będę walczyć, dopóki kompletnie bez wstydu nie założę czarnej mini. Dopóki nie będę się sobie podobać. 
To jest walka o moje zdrowie, szczęście i o MOJE ŻYCIE! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz